Tuesday, November 25, 2014

“One person’s craziness is another person’s reality.” — Tim Burton


Po długiej nieobecności wracam. Dlaczego nie było mnie tak długo? Cóż, przechodziłam przez małe załamanie nerwowe. Nie wiem co było jego powodem. Być może moja ukochana jesień, może za duża ilość problemów spadła mi na głowę, a może po prostu za dużo ostatnio myślę. Zaczęłam wątpić w siebie, w swoje życie i prowadzenie bloga. Długo zastanawiałam się czy to wszystko ma sens i jakie rozwiązanie będzie najlepsze. Chciałabym coś zmienić, a nie mogę więc wszystko zostaje jak dawniej. Szkoda mi tylko czasu jaki zmarnowałam. Kolorowa jesień się kończy, a ja większość czasu spędziłam rozpaczając pod kocem albo w drodze do szpitala nie robiąc kompletnie nic kreatywnego, a co ważniejsze pożytecznego. Miałam, ba, wciąż mam wiele pomysłów, ale smutkowa blokada jest silniejsza ode mnie. Wszystko się nawarstwiło. Problemy ze zdrowiem, problemy finansowe, chęć zmiany, obojętność, monotonność, rozczarowanie, nie moc i tak mogę wyliczać w nieskończoność. Jednak pomału staram się odcinać od problemów innych i skupić się na sobie. Staram się widzieć pozytywne strony sytuacji, które dzieją się bez mojego wpływu i iść do przodu. Odnoszę wrażenie, że pod wpływem czasu każdy z nas się zmienia, ma inne oczekiwania od życia i inne priorytety. Nie jestem odporna na to, co mówią inni i wbrew pozorom nie mam swojego zdania. Wiele osób ciągle tłucze mi do głowy `wydoroślej`. Ale czym jest dorosłość?  Czy to, że prowadzę bloga, mam taki głos, a nie inny, czy twarz taką, a nie inną lub być może styl ubierania się, oznacza, że jestem dziecinna? Zdałam sobie sprawę, że usilnie próbuję wszystkim udowodnić jaka to ja jestem dorosła i dojrzała zatracając siebie, swoje hobby, swoją kreatywność i pogrążając się w spirali depresji. Powiedziałam sobie dość. Będę robić to, na co mam ochotę, ubierać się tak, jak mi się podoba, a przede wszystkim ignorowała głosy ludzi, którzy wysysają ze mnie pozytywną energię. Odgrodzę się od nich murem. Wiem, że to nie stanie się od razu, ale krok po kroku będę stawać się silna i odporna na bezsensowne rady i komentarze. Mam zamiar prowadzić bloga tak jak mi się podoba. Tworzyć takie stylizacje jakie przyjdą mi do głowy. Mało tego zanudzać Was moimi opowieściami z wycieczek do babci i o bezdomnych zwierzętach. Tyle. Wracam pełna sił! I'm coming back after super long break. Why haven't I written for such long time? Well, I've gone through little nervous breakdown. Actually, I have no idea what was the reason. Maybe my favourite season that is autumn, maybe too many problems I've got lately or maybe I just think too much. I don't know. I've started to doubt in myself, my life and my blog. I've been wondering if every thing has sense for such longe time. I've tried to find perfect solution. I wish I could change something in my life but I can't so everything is like it was before. I kind of regret I lost so much time. Beautiful autumn is almost over and I spent most of that time laying under cover and crying or on my way to hospital doing anything creative or what is more important usefull. I've had so many creative ideas in my mind but my sadness blocks me and it's stronger than me. Health problems, financial problems, willingness to change, dissappoitment and well, I can count like this till tomorrow. However I'm trying to stay positive, not to think about other's problems and focus on myself. I'm trying to see the positives of every situation that happens in my life without my influence and move forward. I feel like each of us change somehow. Time flies and we change. Then we have different life's expectation and different priorities. I'm not resistant what other people say and I also can't say my opinion among other people. Many people explain me I should `grow up` and be mature. What actually is adulthood? Does running my blog make me immature? Does my voice, face or style make me immature? I realised I earnestly try to prove people I'm an adult and mature. Well, I lost myself, my hobbies, my creativity because of it. I plunged in spiral of depression. Finally, I told `enough` myself. I will do anything I want. I will wear that kind of clothes I like, and the most important I will ignore voices of people who sucks my positive energy. I will build a wall so they won't destroy me. I know it won't happen today, tomorrow. I need time and small steps so I'm became strong and resistant for useless comments. I'm going to run my blog the way I like. I will write about visits to my granny's as much as I want. If it goes about homeless animals too. Enough. I'm back full of positive energy. 
Zdjęcia z dzisiejszą stylizacją odgrzebałam z już zapomnianej karty SD. Robiłam je na prawdę dawno. Chyba w październiku? Jakoś tak. Postanowiłam, że dodam je mimo to. Stylizacja jest fajna, miejsce piękne, a że aktualnych zdjęć nie mam ze względu na moje zaniedbalstwo to czuję się zobowiązana dodać te. Tę stylizację stworzyłam myśląc o lesie i klimacie nadchodzącej wtedy jesieni. Idealna wydawała mi się letnia sukienka w kwiaty, która posłużyła za spódnicę oraz piękna bluza z nadrukiem Mateusza Sudy. No i mój jesienny nierozłączny atrybut - beret -. W następnym poście będzie więcej i pozytywniej. Co u Was?Well, the photos I'm adding in today's post are very old. I found these on long forgotten SD's card. I've taken those such long time ago. It was October, I guess. However I decided to add them. The look is stunning, place is beautiful. I don't have current photos cus I neglected every thing. This is perfect reason to add those old ones. I created this look thinking about forest. That floral dress which became skirt here perfectly suits to beautiful blouse with Mateusz Suda's illustration. Of course I wore my autumnal inseparable attribute that is - beret -. I promise, next post is going to be more writing and more positive vibes. How are you?

Beret - H&M
Dress - Ciuchbuda
Ankle boots - Rosewholesale



Follow on Bloglovin


Sunday, November 9, 2014

♥ So whether music or madness live by one of the two go on, fill your heart up with gladness.


Katharsis (gr. oczyszczenie) - uwolnienie od cierpienia, odreagowanie zablokowanego napięcia, stłumionych emocji, skrępowanych myśli i wyobrażeń.  
Wierzycie w Katharsis? Ostatnio bardzo dużo piszę. Całe dnie, godziny spędzam przy otwartym laptopie wyklikując na klawiaturze różne słowa. Kasuje je, staram się znaleźć bardziej odpowiednie przymiotniki by wyrazić to, co czułam kiedyś. Ponoć traumatyczne przeżycia z naszej przeszłości zamykamy w małym kokonie w środku ciała. Ten kokon jest zabudowany bardzo twardym murem więc negatywne emocje nie mają prawa stamtąd wyjść. Najczęściej dzieje się tak, że kokon pęka w najmniej odpowiednim momencie i wszystkie obawy, lęki i żal wywalają się na zewnątrz tym samym doprowadzając nas do depresji, psychozy i takich tam. Ja postanowiłam, że nie chcę aby do tego doszło w taki sposób więc postanowiłam przebić mój kokon cienką igłą niczym balonik. Tym bardziej, że od dłuższego czasu nawiedzają mnie koszmary i za dużo myślę o przeszłości. Po co się zastanawiać? Najlepiej jest wyłożyć kawę na ławę i otwarcie wyrzucić z siebie smutki, traumatyczne wspomnienia z przed lat. Oczyścić się z tego i więcej o tym nie myśleć. Zacząć wszystko od nowa odcinając bolesną przeszłość od teraźniejszości, która jest piękna, pozytywna i magiczna. To, co było zostawić daleko za sobą nie wracając do tego. Czy faktycznie napisanie tego wszystkiego pomoże mi zapomnieć i odetchnąć z ulgą? Przestanę miewać lęki i koszmary nocne? Nie wiem co o tym myśleć, ale jeżeli nie spróbuję to się nie dowiem. Od tygodnia skupiam się tylko na pisaniu. Na przemian płaczę, śmieje się i znów płaczę. Przypomina mi się coraz więcej rzeczy, zdarzeń, ludzi. To dopiero początek. Jak będzie kiedy skończę? Zobaczymy.
Ostatni okres jest dla mnie mega zapracowany. Ciągle coś się dzieje. Babcia co chwile dzwoni abym ją odwiedziła. Nie mam sumienia zostawić dziadków samych. Siedzą smutni kilka kilometrów od miasta. Jedno w jednym pokoju drugie w drugim. Kiedy jedziemy do nich z mamą od razu na ich twarzach pojawiają się ogromne uśmiechy. I jak ich tu zostawić? Oprócz pisania o moich rozterkach cały czas piszę do Sophisti. Mimo, że dziennie piszę dwa artykuły, staram się robić to na sto procent. Dlatego jest to trochę czasochłonne. Lubię to robić. Kocham pisać, a z tych artykułów zawsze wynoszę coś nowego. No i szpitale. W ostatnim okresie to jakieś szaleństwo. Jeżdżę ciągle w tę i z powrotem. Gdańsk - Słupsk. Słupsk - Gdańsk. Nie mam nawet kiedy poczytać książki. Nie lubię czytać w samochodzie, ale chyba będę musiała zacząć tak czytać, to jedyna możliwość, kiedy mam wolną chwilę. Ostatnio jak byłam w Sopocie na zastrzyku pojechała ze mną też babcia, bo akurat tak się złożyło, że miała wizytę u swojego lekarza. Kolejnym zbiegiem okoliczności było to, że miała swoje 77 urodziny! Razem z siostrą zabrałyśmy ją na śniadanie do restauracji Dziupla. Babcia, która cały czas spędza na wsi była zakochana w tym miejscu. A to podobały jej się poduszki w kształcie ptaków, a kelnerka taka miła, bo dała nam powąchać herbatkę, a bo siedzenia takie fajne i dziadek musi jej takie zrobić. na lato. Mówię Wam, dawno nie widziałam jej tak szczęśliwej! To był miód dla moich oczu. A jeśli chodzi o mnie, nic wielkiego się nie dzieje. Za oknem piękna, kolorowa jesień, a ja zamiast iść na zdjęcia ciągle robię coś innego. Muszę wykorzystać te ostatnie dni, koniecznie!
Catharsis (gr. purification) - is the purification and purgation of emotions, especially pity and fear through art or any extreme change in emotion that results in renewal and restoration.
Do you believe in Catharsis ? I've written so much these days. I've spent entire days, hours on my laptop. I've typed different words. I've tried to find adequate adjectives to express exactly what I felt the other day. Clever people say we hide our traumatic experiences in cocoon that is made of very hard wall so the negative emotions are not able to come out. Generally, the cocoon cracks the least appropriate moment so all those fears, sadness and grief do consequently making us depressed or we get psychosis or neurosis and so. I decided I don't want to make it that way so I also decided to crack my cocoon by thin needle, just like a little balloon. Especially because I've had nightmares and I've thought about my past too often lately. I shouldn't wonder too much. It has no sense. The best is to put coffee on the table and openly throw negative emotions, traumatic memories and sadness out. Just purify yourself and don't think about it any more. Just start all over again cutting painful past of positive, beautiful and magic future. And leave it far away and don't go back to that. Will writing all those stories help me to forget and breath deeply? Do you believe that? Will it stop my nightmares and fears? I have no idea what to think about it but if I won't try I won't know the answer. I've been focusing only on writing these past few days. I cry, I laugh and cry and round and round. It lets me remembering more facts, people and things. I just started. How is it going to be when I finish? We'll see.
I've been very busy these days. Something happens all the time. Something new comes out. My granny phones to me every day and invite me to visit her. I can't leave her and grandfather alone. Granny sits alone on her own, my grandfather also sits on his own and it makes them lonely. When me and my mom visit them they leave their rooms and have big smiles and talk like crazy. How can I leave them? Besides writing about my traumatic past I write to Sophisti all the time. Although I write only two articles per day I try to do well, on hundred percent. This is why it's kind of time-consuming. I love writing tho. I always learn new things writing articles to Sophisti. It's awesome. And hospitals. This time has been crazy. I visit those places very often. The journeys are back and forth. Gdańsk - Słupsk. Słupsk- Gdańsk. I don't even have time to read a book. I don't like reading in a car, but I guess I must start reading like this cus there is no other opportunity to find a moment for myself. When I was in Sopot for an injection last week, my granny came with me cus she had a visit at her doctor's too. The other coincidence is that that day my granny celebrated her 77th birthday! It was big day so me and my sister took her to that restaurant called Hollow. My granny who lives in country side immediately fell in love with that place. She wasn't able to stop wonder how lovely are bird shaped pillows, that the waitress brought us some tea to smell and that there are such fantastic wooden sofas that my grand father must build for her in summer. I just don't remember when she smiled like this! If it goes about me. Anything big happens. It's such a lovely colorful autumn and I'm doing some different things instead of going out and take magic photos. I must catch up cus these days are last one of beautiful autumn! 



Tshirt - Forget Me Not
Skirt - vintage
Bag - Topshop
Necklace - Titina Store
Bracalets - YES // H&M // Lilou
Rings - H&M
Boots - Rosewholesale






Follow on Bloglovin