Tuesday, August 26, 2014

♥ I raised dragons by my side but I I had to let them go ♥


Zawsze jak dostaję jakieś ubrania czuję się zobowiązana by pokazać je w jak najlepszy sposób. Kilka dni się głowię i zastanawiam z czym je połączyć, jak zrobić zdjęcia. Bardzo się tym przejmuję. Tym razem było trochę inaczej, bo poszłam na żywioł. Zrobiłam to po swojemu. Po prostu wiedziałam co z czym chcę zestawić i jakie chcę zrobić zdjęcia. Fakt jest faktem, że piesek mojej babci Zuzia ciągle do mnie podbiegała, zaczepiała mnie więc nie byłam w stanie przestać się uśmiechać i brać jej na ręce. Tak już mam. No więc jakiś czas temu dostałam paczkę od Horror!Horror!. Bardzo się cieszę, oj bardzo, kiedy piszą do mnie polscy projektanci. Czuję się taka zaszczycona, że podoba im się to, w jaki sposób łączę ubrania. To jakby honor być zauważoną przez kogoś z Polski, zwłaszcza kogoś takiego. Markę Horror!Horror! znam już od jakiegoś czasu. Mam ich na facebooku i zawsze oglądam ich nowe projekty, które są takie cudowne. Najlepsze jest w nich to, że łączą oczywiste z nieoczywistym, a to jest magiczne. Wiedziałam, że mam dostać paczkę od Horror!Horror! ale nie miałam pojęcia co w niej będzie. Okazało się, że rzeczy są trafione w stu procentach w mój gust i to jest niesamowite. Dziś mam na sobie jedną z bluz, które dostałam. Jest czarna, ale ja ostatnio mam powrót obsesji na ten kolor. Delikatna i dziewczęca. Niby oczywista, a jednak. Tu pojawia się to, o czym pisałam. Subtelna wstążeczka przy dekolcie nadaje wyjątkowości i dziewczęcości. Od razu wiedziałam co będzie najlepiej pasować do tej bluzy. Zdecydowałam się na piękną czerwoną tiulową spódnicę. Wszystkie dodatki jakie się pojawiły są z kotami. Biżuteria, buty. Nie ma ich zbyt wiele, ponieważ chciałam z tego zrobić prostą, delikatną stylizację. Jak widzicie okazała się idealna na niedzielny wypad do babci :). Wyszedł z tego taki, a nie inny look. Jestem pewna, że tę bluzę pokażę Wam tu jeszcze milion razy, bo w głowie właśnie tyle mam na nią pomysłów. Jedne mniej oczywiste inne bardziej. Ale jak będzie? Zobaczymy.When I get clothes for free I always feel commited to show them as good as I can. I always think over how to style it and where take the photos. I care about it so much. This time it was different, cus I did it spontaneously. I just made it my way. I just exactly knew how I want to style it and where I want to take photos. Well, the fact is that my granny's puppy Zuzia run to me all the time, jump on me so I wasn't able not to smile and take her on hands. This is how I'm. So whatever. I've got a lovely parcel from Horror!Horror! some time ago. I'm really happy when polish designers write to me. I feel so special because they like the way I style clothes. It's kind of honour to be noticed by someone's from Poland, especially someone like this. I've known the Horror!Horror! brand for some time. I've followed them on Facebook and checked all those lovely projects. The best about this brand is that they mix the obviousl with not obviousl. Do you know what I mean? This is so magic. I knew I should get the parcel from the brand but I had no idea what I find inside. Well, the Horror!Horror! designer chose perfect clothes for me, just so in my style. I'm wearing one of blouses I got from them. It's black and I'm happy about that cus my little black obsession is back. Girly and delicate. It seems like it's usual blouse but it's not. That subtle bow makes it unique and girly. If I saw it first time I immediately knew how I want to style it. I decided to wear beautiful red tulle skirt. It's also very girly and subtle. All accessories and details are about cats. Well there are not many cus I wanted to make this look very simple, but still. Flats, bracalets... As you see the look came out to be perfect to my visit at my granny at last Saturday :). I'm sure I'm going to show this blouse a million times here on blog yet. I have so many ideas in my head, just a million, like I previously wrote :). Some of those are very obviouls but some are not. How it will be? We will see!
Jeszcze chwila i w ogóle nie było by dzisiaj posta. Ale zebrałam się w kupę i chyba dobrze, bo przynajmniej mam oczy otwarte :) O co chodzi? No więc do rzeczy. Co u Was kochani? U mnie dużo się nie dzieje. Wczoraj byłam w Sopocie i Gdańsku w dwóch szpitalach. W Sopocie dostałam zastrzyk, w Gdańsku pobrali mi krew przed kroplówką, którą będę mieć w piątek. Jakby nie mogli zrobić tego w jednym miejscu... Jestem strasznie zmęczona. W niedzielę w nocy w ogóle nie spałam, no może z godzinę. Wyjątkowo się denerwowałam. No, a w poniedziałek trzeba było wstać o czwartej i jechać. W drodze też nie mogłam spać. A w Akademii Medycznej musiałam stać kilka godzin, bo w kolejce były przede mną siedemdziesiąt cztery osoby. Myślałam już, że nie dam rady. Nie było nawet gdzie usiąść więc stałam w jakimś dziwnym przejściu, gdzie wchodzili jacyś ludzie by palić papierosy; tuż obok oddziału dla ludzi chorych na raka. Tam nikt się niczym nie przejmuje. Nienawidzę tego miejsca. W końcu dojechaliśmy do domu i padłam. W sumie to dopiero teraz wstałam. Całą noc spałam do dziś do południa. Wyszłam na chwilę po zakupy, wróciłam i dalej spałam. Trochę muszę się oderwać od spania więc piszę :) Weekend był fajny. W sobotę byłam u babci. Praktycznie cały dzień spędziłam na wsi. Zrobiłam dzisiejsze zdjęcia, gadałam z babcią, byłam na spacerze. Było nawet ciepło, słonko przygrzewało. Ale w powietrzu już czuć jesień. Dziadki były jakieś smutne. Zawsze obiecuję sobie, że będę ich odwiedzać częściej, a potem wychodzi jak wychodzi i odwiedzam tylko raz w tygodniu. Z jednej strony fajnie, że mieszkają na wsi, bo mają tam swój ogródek, gdzie cały czas coś robią, ale z drugiej dojazd jest kosztowny i jak się już jedzie to na cały dzień. Zazdroszczę mojej siostrze Oli. Została wolontariuszką w kociej fundacji i opiekuje się kotkami. Chodzi do nich, głaszcze je, sprząta, karmi. Jak rozmawiamy przez telefon to mogłabym godzinami słuchać jej opowieści o tych kociakach. Każdy jest inny, wyjątkowy. Z Olą mamy nawet plan żeby przekonać mamę by zaopiekować się jednym kotem. Trochę boimy się jak Marcel zareaguje i mama :). W niedzielę było totalne lenistwo. Oczywiście miałam dużo planów, a skończyło się na oglądaniu Catfish... ;) Well, one moment yet and I wouldn't write this post at all. I pull myself together and it's good, I guess cus my eyes are open at least :). What it is about? I'm just writing. How'are you my lovers? If it goes about me, not much happens. I was in Sopot and Gdańsk in two hospitals yesterday. I got an injection in Sopot and I had bloodtest before a drip in Gdańsk. I can't understand why they can't do it all in one hospital. Sick world. Anyway, I'm totally exhausted. I didn't sleep last Sunday at all. Maybe one hour. I was so nervous, really. I don't know why. I had to wake up at 4 a.m on Monday cus we had to arrive on time. I wasn't able to sleep in the car. The worse thing is that there were 74 people before me in the crowd to the doctor and I had to wait standing. I thought I can't do it, cus my legs hurt me so much. There were no place to sit so I stand in weird corridor where people came and smoke. Well they weren't allowed to do that cus there were a part for people who has a cancer, etc. People don't care about anything and anyone in that hospital. I hate this place. After few hours we finally arrived home and I fell asleep immediately and woke up today in the afternoon. I went to buy some food and went back to bed. I need to stop sleeping so here I am writing new post :). The weekend was awesome. I visited my nan on Saturday. Actually, I spent whole day with her. I took the photos I'm adding today, I talked with my granny and I was on a walk. It was quite warm, but I feel autumn in the air. My grandparents were kind of sad. I always promise myself I'm gonna visit them often, but then I don't and I visit them once a week. It's good they live in country side but the other hand the bus or taxi is very expensive to go there + if you go there you must stay for whole day. I'm so jealous of my sister Ola. She became a volunteer in cat foundation so she takes care of cats. She visits them, stroke them, tidy their homes and give them food. When we talk via phone it tooks us hours. I could listen to her cat stories for hours! Every cat is different, unique. Me and my sister want to ask my mom to take second cat to take care of in my flat. We are afraid if Marcel is liking she or not plus how my mom will react :). Sunday was super lazy. I had so many plans but I finish watching Catfish of course... ;)


Blouse - Horror!Horror!
Tights - Marilyn
Flats - Centro
Bracalets - Topshop // Lilou
Rings - H&M
iPhone case - Nan Lawson








Follow on Bloglovin


Friday, August 22, 2014

♥ Story of a lovely french box.


Siedzę sobie spokojnie w domu. Dzień jak co dzień. Nie spodziewam się, że może jeszcze wydarzyć się coś ciekawego. Czytam sobie książkę z ciepłym kubkiem herbaty w dłoni. Nagle ktoś puka do drzwi. Listonosz. Przyszła przesyłka z Francji. Dość duże pudełko. Wystarczyła mi tylko naklejka z napisem Francja. To sprawiło, że moje serce zaczęło bić szybciej. Marcel oczywiście przybiegł, najbardziej zainteresowany, bardziej niż ja co może być w pudełku. Otwieram i znajduję tam mnóstwo pięknych, małych i dużych papierowych ozdób. Zachwycam się woreczkami wypchanymi po brzegi skarbami, niemal piszczę z radości. Nawet Marcel znalazł dla siebie sznurek do gryzienia, który mu szybko zabrałam. Zastanawiam się co do czego wykorzystam, ubolewam nad tym, że wszystko jest takie piękne, bo przecież trzeba zostawić `na później`. Jest tego tak dużo! Naklejki, tagi, koperty, papierowe guziczki! Po prostu wszystko. Kiedy już ochłonęłam zdałam sobie sprawę, że przecież to przesyłka od kochanej Sarah, która prowadzi klimatyczny sklepik na Etsy. Znajdziecie tam dosłownie wszystko, co może się przydać, kiedy np. lubicie scrapbooking albo tak jak ja prowadzicie kolorowy pamiętnik czy wymieniacie się listami z innymi :). Wiem, że na świecie jest mnóstwo ludzi, którzy kochają papierowe rzeczy, lubią coś potem z tego tworzyć, albo po prostu trzymać w szufladzie. Takim osobom jak i każdemu innemu polecam serdecznie ten sklep. Znajdziecie tam naprawdę masę magicznych rzeczy.I'm at home. It's usual, calm evening. Day like every day. I don't expect anything exciting may happen yet. I'm reading a book with cup of warm tea. Someone is knocking to the door. It's postman. He is giving me a parcel which arrived straight from France. It's quite big box. The `France`sticker on the wrapping was enough for me. My heart started to beat faster. My cat Marcel immediately came, cus he was so interesting what's inside the magic box. I'm opening it and I'm finding so many beautiful, smaller and bigger paper goods. I admire each bag full of treasures with big smile. I'm barely crying from happiness. Even Marcel found something for himself - tape to chew. I stole it from him immetiately. I'm wondering how I use every thing and the beauty of those goods makes me sad, cus I feel like I need to `leave it for better times`. There is so plenty of paper goods! Stickers, tags, envelopes, paper buttons! Just every thing. When I cool off I realised the lovely box from France is from Sarah who runs magic store on Etsy. You find just every thing there. I mean of paper goods. That kind of things you can use when you like making scrapbooking or you run colorful diary or you exchange letters just like me ;). I exactly know there are so many people in the world who likes paper goods just like me. Some of yo use it and some of you just collect it. It's amazing and it brings so much fun! I truly from bottom of my heart recomment both of you this amazing and magic shop. You find a lot of lovely and cute paper goods.

Follow on Bloglovin