Tuesday, September 30, 2014

♥ ~ Goodbye Summer.


Hej kochani, jak minął Wam weekend? Mam nadzieję, że trochę się zrelaksowaliście i zaczęliście tydzień pozytywnie. U mnie trochę się działo. W piątek świętowałam `międzynarodowy dzień różowej szminki`. Niemal, że obudziłam się z różowymi ustami i tak zostało do końca dnia ;) Lubicie różowe usta? Ja uwielbiam, każdy odcień jest piękny. Generalnie ten kolor jest naprawdę ładny. Po południu byłam na paznokciach i zdecydowałam, że najwyższy czas by zrobić sobie jesienne kolory. Ha! Znów kolory ;) Zieleń, brązy i fiolety. Taki był mój wybór. Nareszcie mam też hennę na brwiach. Mam obsesję na punkcie brwi i za każdym razem kiedy wychodzę od kosmetyczki odpicowana czuję się taka szczęśliwa :). W sobotę rano pojechałam do babci. Jak zwykle przygotowała dla mnie najpyszniejszy obiad na świecie i kompot śliwkowy. Pogoda dopisała, było słonecznie, wiatr delikatnie smagał mnie po twarzy, idealnie! Postanowiłam więc skorzystać z ostatków słoneczka i poszłam na spacer. Wzięłam ze sobą reklamówkę by pozbierać trochę żołędzi, liści i innych fajnych gadżetów by potem w domu zrobić jakąś jesienną kompozycję. W lesie jak to w lesie, cisza, spokój, słychać tylko uginające się przez siłę wiatru gałęzie i szelest liści. Znalazłam mnóstwo skarbów. Brakuje mi tylko kasztanów. Doszłam dalej niż zazwyczaj, bo na polanę, na której rośnie mnóstwo dzikich kwiatów. Coś pięknego. Koniecznie muszę wybrać się tam na zdjęcia. W drodze powrotnej odkryłam dziuplę wiewiórek. Na drodze leżały łupiny orzechów ;). Później babcia szykowała kawę, a mi w ogóle nie chciało się wracać do środka więc zostałam na zewnątrz. Siadłam sobie na krześle i rozkoszowałam się chwilą. Ciepłem słońca, delikatnym wiatrem, świeżym powietrzem. To niesamowite jak dużo szczęścia może przynieść taka prosta czynność. Koniecznie spróbujcie. Problemy same schodzą na drugi plan.... W drodze do domu wybrałam się do centrum handlowego, bo zabrakło nam kawy w domu. Byłam pewna, że impreza z Łukaszem Jemiołem już dawno się skończyła. W końcu był już wieczór, a konkursy były rano... Traf chciał, że trafiłam na pokaz mody projektanta. Nie jestem za przedstawianiem prac utalentowanych osób w centrum handlowym, tym bardziej jeśli ubrania są na światowym poziome. Rozumiem, że fajnie jest wychodzić do szerszego grona zainteresowanych, i tak dalej. Nie mniej jednak dla mnie to wszystko w takim momencie traci swoją ekskluzywność i tajemniczość. Uważam też, że dzieci i zupełnie przypadkowi ludzie siedzący w pierwszych rzędach są nie na miejscu w takim przypadku. Szczerze wątpię aby ktoś z tych osób kupił kreację od Jemioła. Jest to bardziej na zasadzie, zrobię sobie zdjęcie i pokażę, że byłem na pokazie mody. Przez takie przedsięwzięcia to wszystko traci na wartości. To tak jakby Karl Lagerfeld poszedł do Tesco i pokazywał kreacje Chanel. Okej, może przesadziłam, no ale wiecie o co mi chodzi. Tak czy siak jak zwykle zrobiłam z siebie fajtłapę. Po pokazie i zachwycaniu się nad pięknymi modelkami i ich figurami, podeszłam do Łukasza i ... oh. Wolę o tym nie pisać ;) Tak czy siak okazał się do mnie miły i jestem szczerze zaskoczona. Miałam styczność z różnymi ludźmi, którzy okazywali się wyniośli, a tu proszę, taka niespodzianka. Po wszystkim czułam się strasznie awkward, ale już mi przeszło. W niedzielę jak to niedzielę leniłam się strasznie. Postanowiłam trochę nadrobić blogi, które mnie inspirują, pozostawiać trochę komentarze innym. Jest tyle utalentowanych ludzi na świecie, jejku, świat jest piękny! Oczywiście oglądałam wszystkie programy tvnowskie, polsatowskie i jakie jeszcze się dało ;) Wczoraj, w poniedziałek byłam na zdjęciach w pięknym miejscu. Kurczę, moja okolica jest naprawdę ładna. Niedługo pokażę Wam rezultaty :) A dziś? Jeszcze nie wiem. Zobaczymy jak wszystko się rozwinie. Bonjour my lovers. How was your weekend? I hope you spent time relaxing and now you start the new week with positive vibes. If it goes about mua some lovely things happened during the weekend. I celebrated `international pink lipstick day` on Friday. I barely woke up with pink lips and well, I stayed like this till end of the day ;). What about you? Do you like pink lips? I do, each shade is beautiful. Well, this colour is really nice. I made my nails friday afternoon. I decided it's time to make autumnal shades. Ha! Colours again :) Green, brown and violet. This mix was my choice. I finally used henna on my eyebrows. I'm obsessed with my eyebrows and every time I left beautician's place I'm so happy :). I sound so shallow! I visited my granny on Saturday. She prepared the best lunch ever and plum compote for me just as always. The weather was so nice, sun was shining, wind gently whipped my face, just perfection! I decided to go for a walk. We never know when that kind of weather comes again. I also took paper bag cus I wanted to grab some acorns, leaves and other lovely autumnal gadgets to make autumn composition for my flat. Forest was just forest. Silence, calmness the only sound I heard was sound of bending brunches and leaves rustle. I found a lot of treasures there, in forest. Well, there was lack of chestnut but still. I think I must try to find those around my flat. Maybe I find something, who knows? I went furthen than usual and I discover beautiful meadow full of wildflowers. Such magic place! I must go there for photoshoot. I also discover squirrel's hollow on my way granny's home. There were so many nutshells on my way ;). My granny prepared coffee later but it was so nice outside so I stayed there for a while. I sat on the chair and enjoyed the moment, the warm of sun and gentle wind. It's amazing how much happiness bring such simple thing. You should try it. Problems coming down on the side... I decided to go to shopping centre because I had no more coffee at home. I was sure that event with polish fashion designer Łukasz Jemioł is already over. It was evening and I read that the competitions started earlier.... Well, I hit the show. I'm not into that kind of events. I mean showing art work such talented fashion designers in shopping center, especially if his clothes are high fashion. I totally understand that showing fashion to audience is necessary and so. However I think that it loses its exclusivity and mystery. I also think that children and random people siting first row is totally misplaced in this case. Honestly, I doubt any of those people will buy any of Jemioł's creation. It's rather like: hey I take photo and show on facebook that I was a part of fashion show. I think that it loses its value by that kind of events. It's like Karl Laferfeld would go to Tesco and show his art work for Chanel. Ok, I know it's not like this and I overcolor but still, you know what I mean. Anyway, I made a fool of myself, just as always. I enthused how beautiful are models are their bodies after the show, I decided to talk to the fashion designer and... I was so awkward so I even don't want to write about it cus it makes me sad. Anyway, he was so nice to me and I'm honestly surprised that he was so nice. I met so many people and they usually were haughty and here, surprise. I felt very awkward after all but now I'm fine. I was such a lazy flower on Sunday. I decided to catch up with blogs that inspire me and comment other's blogs. There are so many artistic and talented people around the world, oh, life is beautiful! I also watched many silly tv shows which made my brain malted haha. I was in very beautiful place yesterday where my mom took photos of my new look. Well, my nearby is really lovely, I must say it. I'll show you the results soon :) And today? I'm not sure yet. We'll see what day brings.

Dziś trochę w innej kolejności ;) No więc zdjęcia, które są oprawą graficzną tego posta są pożegnaniem z latem. Jutro mamy już pierwszy października, czyli jesień już dawno zawitała... Mimo wszystko cały czas było tak letnio. Ja się cieszę na jesień. Uwielbiam tą porę roku. Jest taka inspirująca i kolorowa. Tego lata nie miałam okazji być na plaży. Byłam bardzo często koło plaży, bo Sopot i tak dalej, ale tak właściwie ani razu nie wylegiwałam się na ciepłym piasku. Dwa tygodnie temu jak była u mnie Ola dopisała pogoda. Postanowiłyśmy wybrać się na małą wycieczkę na pobliską plażę i pożegnać się z latem. Było naprawdę fajnie. Błękit morza był taki głęboki, a zapach piasku przyprawiał o zawrót głowy. Na tę wspaniałą okazję postanowiłam ubrać się w stylu nadmorskim. Czym jest styl nadmorski? Hm, szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Dopiero co to wymyśliłam ;) Ubrałam bajkową bluzkę w biało - czarne paski z uroczym kołnierzykiem od Horror!Horror! Mimo, że kojarzy mi się z filmami Tima Burtona, od razu wiedziałam, że jest idealna by ubrać ją na spacer po molo. Do tego wybrałam jedną z moich nowych ulubionych spódnic Monki zdobioną morskim wzorem rozkosznych meduz. My text is different order today ;) So, the photos that are graphic dressing to my text are saying goodbye summer. It's first of October tomorrow and autumn already sprung... However the weather has been summerly all the time. I'm ino autumn tho. It's such inspiring and colorful time. I had no opportunity to spend some time on beach this summer. Of course, I was close to the beach very often because hospital and so, but well, I wasn't on proper beaching not once. My sister Ola visited me two weeks ago and the weather was so nice so we decided to go for a little trip to beach in nearby and say goodbye summer. It was really lovely trip. The blue of sea was deep and smell of the sand was breath taking. I decided to wear some `seaside clothes` for our trip. Actually, what's seaside clothes? Honestly, I have no idea. I just bumb into an idea to name it like that ;). I wore magical black & white striped top with lovely collar from Horror! Horror! Although this top reminds me of Tim Burton's movies, I immediately knew it's perfect top to wear for a walk across promenade. I also wore my favourite skirt printed cute jellyfishes from Monki.

Skirt - Monki
Flats - New Yorker
Bag - LV

Kochani, ostatnie give away, czyli bon o wartości 100 zł na portalu vinted.pl wygrała Weronika Cekała. Proszę Cię o jak najszybszy kontakt e-mailowy Weroniko. Gratuluję!







Follow on Bloglovin


Friday, September 26, 2014

`My brain hums with scraps of poetry and madness.` — Virginia Woolf


Pamiętacie jak ostatnio pisałam o spacerze do parku, o nastoletnich alkoholikach i kaczkach? No właśnie... Te zdjęcia są z tamtego dnia :). Czułam się taka wkurzona na świat, że nie mogę normalnie usiąść na ławce, przy fontannie, rozkoszować się chwilą, ciepłym dniem i robić ładnych zdjęć, a zamiast tego muszę kryć się na stromej górce z kaczkami, które nawiasem mówiąc kocham. Tak więc schodząc na ziemię, do tematu jakim jest moda.... Moja stylizacja jest całkiem prosta. Sukienka w drobne kwiatki, botki i dwie torebki, lisia i taka na ramię. Chciałam wyglądać dziewczęco, ale też `wolno, wyzwolenie`, trochę może w stylu boho. Wydaje mi się, że moje brązowe botki każdej stylizacji nadadzą takiego właśnie charakteru. By to podkreślić założyłam mnóstwo koralikowych bransoletek i piękny ceramiczny naszyjnik, którzy przybył do mnie aż z Glasgow. Nie raz widziałam ceramiczną biżuterię, ale nigdy nie byłam jakąś jej wielką fanką. Aż do dnia, kiedy na Etsy znalazłam sklep IslaClay. Miejsce, w którym jest mnóstwo pięknie skrojonych i ręcznie malowanych naszyjników. Kiedy zobaczyłam te wzory i kształty, od razu pomyślałam sobie `co za sztuka! ktoś, kto to robi musi być na prawdę utalentowany!`. Miesiąc później fioletowo-białe cudo czekało na mnie w skrzynce pocztowej z pięknym listem od autorki naszyjnika. Paczka nadesłana od serca przyprawiła mnie o wielki uśmiech na twarzy, a na moim serduszku zrobiło się cieplej. Kilka dni potem, idąc na spacer do parku, ubierając się z myślą o stylu dziewczęco-boho wiedziałam, że ten naszyjnik idealnie będzie dopełniał całości. Nie myśląc długo ubrałam go. Wiedziałam, że to świetny wybór, jedna Pani zapytała mnie nawet skąd go mam! Uwielbiam takie historie :)  ! Do you remember when I've written about that walk to park, about teenage alcoholics and ducks lately? Those photos are photos I took that day :). I felt so pissed of with world that I can't just sit on the bench, by fountain, enjoy the moment, warm day and take lovely photos and instead I hide on a steep little hill with ducks, yeah I love ducks but still. Anyway back to the fashion topic.... My outfit is very simple I think. I wanted to look girly so I wore dress printed little flowers, boots, fox-purse and mustard bag. I also wanted to look `free` kind of boho at same time. My brown boots makes every look kind of boho, I guess. I also decided to wear some accessories to emphasize the boho look. I chose many colorful bracalets and ceramic necklace that I got straight from Glasgow. I saw ceramic jewerly before but I wasn't a big fan of that till the day I found an Etsy shop called IslaClay. This is a place full of beautiful necklaces that are handmade. The shapes are very unique and the paintings also! When I saw those patterns and shapes I had only one thought in my mind: `what an art! that person who makes it must be very talented!`. I found violet - white treasure in my mail box month later. I also found such lovely letter inside that author of this beautiful necklace wrote to me. That box was prepared with love, it made me smile, like really smile and my heart melted. I decided to go for a walk few days later (you already know the story ;) ) and I immediately knew that that lovely necklace completes the girly-boho look. I didn't think too much, I just wore it. I knew it's perfect choice. You won't believe what happened! Strager asked me where is this necklace from! Aw, I love that kind of stories :) !
Co u Was? Ja jestem taka szczęśliwa, że robię głupstwo za głupstwem nie świadoma tego. Ale mam powody! W poniedziałek byłam w Sopocie. Lekarka zwiększyła mi dawkę steryd (więc muszę się liczyć z tym, że mogę napuchnąć jak balon), dała mi jakiś krem, płytę z ćwiczeniami i to wszystko na miesiąc. No i oczywiście dostałam zastrzyk i codziennie leki przeciwbólowe, ale jejku jest wspaniale! Strasznie się cieszę, mogę wszystko robić sama, nawet ostatnio kartony w moim pokoju przenosiłam i mogę Marcela nosić! Ah, cóż to za ulga obudzić się normalnie bez zastanawiania się i bez wyrzutów sumienia, że muszę znów prosić mamę aby mi zrobiła herbatę. Ogólnie ten tydzień był chyba tygodniem rozstrzygania różnych spraw. Niestety, nie otworzyli kierunku studiów, na który składałam papiery. Teraz już mogę wszystko napisać. Więc składałam papiery na dwa kierunki, z czego z jednego (dziennikarstwa) w końcu zrezygnowałam, bo zdałam sobie sprawę, że mimo iż kocham pisać i pracuję jako redaktor to nie interesuje mnie ani jeden przedmiot, który jest wykładany. Z kolei w liceum założyłam sobie, że nie będę się uczyć byle by się uczyć i odbębnić swoje. Jeżeli już to będę uczyć się tego, co mnie interesuje. Tak więc z dziennikarstwa zrezygnowałam. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś (nie mówię tu o sobie) dobrze pisze to nie potrzebuje do tego studiów by potem pracować w zawodzie. Poznałam od groma wspaniałych, utalentowanych dziennikarzy na wysokich stanowiskach, którzy pokończyli zupełnie inne kierunki. Wydaje mi się, że długotrwała praca w tym zawodzie jest czymś w stylu loterii i potrzebna jest odrobina szczęścia. Drugi kierunek, na który składałam papiery to Komunikacja Społeczna i Media. Również kierunek mało mnie interesujący bardziej na zasadzie `gdzieś wypadałoby już pójść w moim wieku`. Właśnie ten kierunek nie został otworzony. Szczerze? Kamień spadł mi z serca. W tym roku mam zamiar porządnie przyłożyć się do angielskiego i francuskiego. Może zrobię jakiś kurs, zobaczymy jak to się rozwinie. Najbardziej martwi mnie jutrzejsza rozmowa z dziadkiem. On strasznie się o mnie martwi, ja to wiem i jest mi bardzo miło, że tak się o mnie troszczy. Z tym, że ja wiem, co jest dla mnie najlepsze w danym momencie. Nie wiem, być może popełniam błąd i to dziadek ma rację, ale najwyżej kiedyś powiem, oh głupia byłam. Dziadek miał rację. Nie chcę się zmuszać do czegoś, czego nie chcę na razie robić. Nie wiem nawet czy dałabym fizycznie radę dojeżdżać. Dobra, zmiana tematu. Dziś byłam w bibliotece. Wypożyczyłam sobie trzy książki. Małego Księcia, W stronę swanna Prousta i Listy Oscara Wilde'a. Mam miesiąc, powinnam zdążyć przeczytać. W domu mam jeszcze Buszującego w Zbożu. Ale jak jestem w bibliotece to widzę tyle książek, które chciałabym natychmiast przeczytać! Ten tydzień jest też bardzo `o modzie` w Słupsku. Jakiś słupski projektant wystawia dziś swoje prace w kawiarence, jutro do miasta przyjeżdża Ł. Jemioł. Ja jednak nie idę na żadne z tych wydarzeń. Zaplanowałam już wizytę u babci, której się boję ze względu na rozmowę z dziadkiem, czytanie i oglądanie filmów. Przed wczoraj oglądałam Yves Saint Laurent. Piękny, smutny, wzruszający film. Polecam go z całego serduszka. Nie mogę się doczekać drugiej wersji, w której zagra Louis Garrel i Lea Seydoux! Cóż za obsada! A tymczasem za oknem jesień. Planuję upiec dyniowe ciasteczka ;) Jak macie jakieś przepisy podsyłajcie. Mile widziane cupcake'i albo muffiny :)How are you? I'm so happy, so happy so I do stupid things, one after another and the worse thing is that I'm aware of this. But I have reasons! I was in hospital in Sopot last Monday. My doctor increased dose of steroids (so I know I may put on weight and get some swell over my body, especially face), she gave me also an ointment and cd with exercises. I must use every thing for month. I also got an injection and some painkillers, but yay I feel so good! I'm so happy cus I can do every thing on my own, I even moved boxes in my room two days ago and I can carry Marcel! It's such relief to wake up without pangs of conscience that I must ask my mom for a tea. Well, this week was `settle the matter` week. Unfortunatelly, they didn't open the course on University I appled. I can write about every thing now. So I applied on two courses and well, I resigned of one of these (journalism) because I realised that despite I love writing and I work as a writer/editor I'm not interested in any of the subjects of journalism course. When I was in high school I promised myself to not study anything I'm not interested in. If I want to study something it must be something I'm into. So, I resigned journalism. If someone ( I don't write about myself) can write then doesn't need any Universities to work as a journalist. I've met many amazing, talented journalists who has good position and they didn't studied journalism. I think that long-term job as journalist is something kind of lottery and good luck. The second course I applied is called `Media and Social Communication`. I'm also not interested in. I applied there cus `I should finally study something, cus I'm getting old`. They didn't open this course. Honestly? I'm glad they didn't open this course. I want to focus on english and french this year. I was also thinking about some short course, who knows? We'll see what time brings. I'm worrying very much about tomorrow's visit at my granny's. My grandfather is worrying about me. I know he wants the best for me and I'm so happy that he loves me so much but I think I know best what's best for myself in current moment in my life. I don't know.. Maybe I'm making huge mistake that I'm not applying for the courses my grandfather wished I did but I won't. Maybe he was right and I say I was stupid and he was right one day, I don't know. I really don't want to do anything under presure. I'm not even sure if I would be able to drive so far to the Uni. Ok, whatever. Let's change topic. I was in library today. I borrowed `Little Prince`, `Du cote de chez Swann` by Proust and `Oscar Wilde's letters`. I have month to read them all. I should finish them in month, I guess. I have `The Catcher in The Rye` unread at home yet. Ah! When I'm in library I see so many books I want to read! This week has been very fashion in town where I live. There is a designer here, actually I don't know him and I've never heard about his projects till the advert I saw now and he made an exhibition of his clothes in cofeteria. Tomorrow is huge even where very famous polish designers comes but I don't go to any event of these. I already planned that visit at my granny's that I'm so afraid of, reading books and watching movies (usual weekend). I watched Yves Saint Laurent movie two days ago. It's such beautiful, sad and touching movie. I really recommend watching this. I can't wait for the second version where Louis Garrel and Lea Seydoux are plaing. What a great cast! And Autumn is outside. I'm planning to bake some pumpkin cookies :). If you have any tested recipes then send them to me! I really wish some pumpkin cupcakes or muffins :)


Dress - Sinsay
Boots - Sinsay
Mustard bag - Topshop
Fox purse - LittleOddForest
Bracalets - My mom's and Lilou
Ceramic necklace - Isla Clay




Follow on Bloglovin